Ludzie, on poprosił mnie, żebym założyła ubrania jego żony w łóżku. Siedzę w samochodzie i wciąż próbuję to przetrawić. Nowy klient, uprzejmy facet, zaprosił mnie do swojego domu – czego zwykle…

Ludzie, on poprosił mnie, żebym założyła ubrania jego żony w łóżku. Siedzę w samochodzie i wciąż próbuję to przetrawić. Nowy klient, uprzejmy facet, zaprosił mnie do swojego domu – czego zwykle...

Ludzie, on poprosił mnie, żebym założyła ubrania jego żony w łóżku. Siedzę tu w samochodzie, patrzę przed siebie i wciąż próbuję to przetrawić. Widziałam już wiele. Naprawdę wiele.

Thumbnail

Ale to było inne. Zacznę od początku. Napisał do mnie wcześniej. Nowy klient, nigdy go nie obsługiwałam.

Był uprzejmy w rozmowie, wyjaśnił, czego chce. Powiedział, że chciałby, żebym przyjechała do jego domu. I wtedy się zawahałam. Nie przyjmuję klientów w ich domach.

To zbyt intymne, zbyt ryzykowne. Idziesz w obce miejsce, nie znasz przestrzeni, nie znasz osoby. Inna energia niż w hotelu czy u siebie. Ale rozmawialiśmy dalej.

Dawał poczucie bezpieczeństwa. Spokojny, uprzejmy, bez podejrzanych sygnałów. Pomyślałam: dobra, tym razem pojadę. Czy żałuję?

Trochę. Ale przejdźmy do rzeczy. Dotarłam do jego domu. Dobra dzielnica, ładny dom, wszystko w porządku.

Przywitał mnie przy drzwiach, uprzejmie, zaprosił do środka. Zaproponował wodę. Na razie normalnie. Ale ja jestem spostrzegawcza.

Zawsze taka byłam. Gdy wchodzę w nowe miejsce, zaczynam czytać otoczenie. To automatyczne. Zdjęcia były wszędzie.

Na ścianach, na półkach, w korytarzu. Jego z jakąś kobietą, zdjęcia rodzinne, dzieci. Piękna rodzina, trzeba przyznać. Żonaty, dzieci, własny dom.

Dlaczego on potrzebował kobiety takiej jak ja? To nie mój problem, nie oceniam, ale przyznam – poczułam dyskomfort. Czym innym są zdjęcia rodzinne w hotelu, a czym innym bycie w domu, gdzie ta rodzina naprawdę mieszka. To inny ciężar.

On był wyraźnie zdenerwowany. Głos drżał, napięcie w ciele. Rozumiałam. Jesteś w domu.

Żona może zadzwonić w każdej chwili. Sąsiedzi mogą coś zobaczyć. Inny rodzaj stresu. Próbowałam rozluźnić atmosferę.

Rozmawiałam, pomagałam mu się uspokoić. W pewnym momencie zapytałam:

– Może lepiej pójdziemy do hotelu? Będzie spokojniej i wygodniej. Spojrzał na mnie i odpowiedział wprost:

– Nie chcę.

Lubię tak. Uszanowałam to. Poszliśmy na górę. Do sypialni małżeńskiej.

Wszędzie było jej. Perfumy na toaletce, ubrania w szafie, kosmetyki w łazience. Wszystko należało do niej. Zaczęliśmy.

Wszystko szło normalnie. Nagle się zatrzymał. Wziął głęboki oddech. Popatrzył na mnie, potem na szafę.

– Możesz założyć jej ubranie? Zamarłam. Usłyszałam, zrozumiałam, ale potrzebowałam chwili, żeby to przetworzyć. Spojrzałam na niego, potem na otwartą szafę.

Dziwne. Oczywiście, że dziwne. Ale nie najdziwniejsze, co mnie spotkało. Powiedziałam:

– Dobrze.

Otworzył szafę, wybrał coś z wieszaka i podał mi. Założyłam. Potem wziął jej perfumy, spryskał mnie. Przytulił się, wąchał mnie z zamkniętymi oczami.

Jakbym była nią. I wtedy zrozumiałam. On nie tęsknił za mną. Tęsknił za nią.

Albo próbował przeżyć coś, czego nie potrafił w prawdziwym życiu. Stałam tam w jej ubraniach, przesiąknięta jej zapachem, i myślałam: to nie jest zwykły fetysz. Było w tym coś emocjonalnego. Może się zmieniła, może ich relacja się ochłodziła, może on nadal ją kocha, ale coś między nimi nie działa.

Nie wiem, to nie moja sprawa, ale trudno o tym nie myśleć. Kontynuowałam. Profesjonalizm przede wszystkim. Potem zaprowadził mnie do łazienki.

Piękna wanna z hydromasażem. Pomyślałam: okej, chociaż się zrelaksuję. Ale on zaczął pokazywać mi jej kosmetyki. Prosił, żebym użyła szamponu, odżywki, mydła.

W porządku, robiłam to. Potem wyjął jej szczoteczkę do zębów. – Proszę, użyj jej. Zatrzymałam się.

Szybka analiza. Ryzyko. Higiena. Godność.

Spojrzałam na niego, na szczoteczkę. Pomyślałam o pieniądzach. Użyłam jej. Nie będę kłamać – poczułam obrzydzenie.

Szczoteczka do zębów to bardzo osobista rzecz. Ale byłam już tak w środku tej sytuacji, że zrobiłam to niemal automatycznie. Nic nie powiedziałam. On patrzył, oddychał ciężko, zadowolony.

Potem wyszłam. Usiadłam w samochodzie. Siedziałam, patrząc przez szybę na jego idealny dom. Są chwile w tej pracy, które trzeba sobie poukładać w głowie.

To nie było traumatyczne. Nie czułam się zagrożona. Ale to zostaje. I najbardziej zostaje jedna myśl.

Wydaje nam się, że znamy ludzi po pozorach. Ładny dom, piękne zdjęcia, wszystko wygląda idealnie. A pod spodem jest samotność. Tłumione pragnienia.

Rzeczy, o które ludzie nie potrafią poprosić swoich partnerów. I wtedy pojawiam się ja. Nie jako ta zła, nie jako druga kobieta. Jako ktoś, kto na godzinę czy dwie wypełnia jakąś lukę w czyimś życiu.

Nie czuję z tego dumy. Nie czuję wstydu. Czuję tylko, że człowiek jest o wiele bardziej skomplikowany, niż się wydaje. Kolejny dzień pracy.

Kolejna historia. A jego żona pewnie śpi spokojnie. Nie wiedząc o niczym. Z flakonem perfum, który jest odrobinę bardziej pusty niż wcześniej.

Takie jest życie.